Brąz bez deski - Robert Rybicki

Przejdź do treści

Menu główne:

Dar Meneli/Dar Luzru
"Brąz bez deski"

                       fioletowy Volkswagen                 wigor Rysia.

                   bagienna syrenko,           powiatowe weekendy.

                         w okolicach pętli tramwajowej,

                           przy kramie z pamiątkami i białą bronią,

                   wysyła rakietę pełną łez,

łez bezosobowych,                  łzy nie potrzebują ceł

                                                martwy wróbel.

koncertowy tłum

Harfy z żeber.

                                                  na wysypisku traum

                             prątki pleśni.

prycza spełnienia.

w szczerym polu nad ruczajem monitoring.

Czytanie jest zasłanianiem twarzy.

                                                       Mosiężne flemingi.

Skrzypłocze w powietrzu! Anarchia w lesie! Elektroego!

Taka pora – czuć gównem i ziemią. Świst linek masztów z flagami.

W takich wypadkach przydatny jest plan mowy, który wytrąci

retorykę z równowagi;

                                    retoryka jako mgła na wysypisku Mitów.

                                                    

Miała być to mowa organiczna, a zrobiła się mowa graniczna.

Kiedy dziewczyna zaczyna mi się podobać, idzie do domu.

Oto fraza o dwunastej w nocy, winorośl oplata taras i, zdaje się,

zaczyna zastępować szelki, znów mgła, z rozrzedzonych

myśli, dmuchawiec w żołądku.

Przecinek między początek a koniec.

Chyba tylko śpiew jednoczy słowo z ciałem,

kiedy się wraca do siebie przez dogmat,

dżunglę.
Wykonanie: Pikselatornia
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego